Stowarzyszenie Nadir
   Nawigacja
Strona Główna
O Stowarzyszeniu
o Nas
Wolontariusze
Zasady adopcji
Adopcje
Adopcje Wirtualne
W stałych domach
Zielona łąka
Prawa zwierząt
Zaginieni
Poradnik
Z Życia Wzięte
Pomagają Nam
Linki
Nasze Bannery
Kontakt
Jak nam pomóc?
Domy Tymczasowe
WZTS
   Ostatnie Artykuły
Ciekawostki
ANTYporadnik
Metamorfozy
Historie
Interwencje
Historie
LEXUS



Podczas interwencji w dniu 21 lipca 2012r. z mieszkania w Siemianowicach Śląskich zabrany został amstaff. Ma na imię Lexus, ma 9 lat i tatuaż. W końcu nie jest byle kundlem - jest prawdziwym rasowym amstaffem. Zagłodzony, odwodniony w niczym nie przypomina wzorca rasy. No, może oczy wpatrzone w człowieka z nadzieją przypominają, że kiedyś był kochany i piękny.
Miał pod opieką swoją panią i jej dzieci. Dla nich nauczył się liczyć, śpiewać i podawać łapy. Bo Lexus kocha dzieci najbardziej na świecie. Pozwalał się wozić w wózku dla lalek, nauczył się, ze nie wolno szczekać, bo można obudzić dzieci. No i nie wolno warczeć, bo dzieci się wtedy mogą wystraszyć.
Mijały lata, dzieci podrosły a pani zaczęła pić. Swoją agresję wyładowywała na psie. Ale Lexus nie protestował - w końcu jest prawdziwym facetem. Twardzielem. Tacy się nie rozklejają! Kiedyś jego dzieci wyszły z domu i już nie wróciły. Czekał, tęsknił, chodził na spacery w te same miejsca w które chodził ze swoimi dziećmi. Ale ich tam nie było. Pani też coraz rzadziej do niego przychodziła. Jedynie dwa koty były z nim cały czas. Lexus jako dobrze wychowany pies siedział cichutko i czekał.
Wczoraj otwarły się w końcu drzwi a za drzwiami stanęło jego dziecko. Od wielu lat nie był tak szczęśliwy! Chciał podskoczyć, polizać po twarzy, ale łapy odmówiły mu posłuszeństwa. Tylko ogon cały czas machał bez opamiętania.
Niestety, dziewczyna mieszka w wynajętym, maleńkim mieszkaniu razem z chłopakiem i maleńkim dzieckiem. Właściciel mieszkania nie zgodził się na trzymanie w nim psa. Lexus został na lodzie....
Przyjechał do nas. Grzecznie zaprezentował wszystkie swoje umiejętności, zjadł, wypił a później przykryty kołdrą zapadł w sen.



Następne dni to próby przywrócenia Lexusa do życia. Przez ten czas okazał się psem idealnym - grzeczny, nieagresywny, z wszystkimi się dogadywał. I wszyscy go polubili.
18 sierpnia razem ze schroniskową Taygą zamieszkał w nowym domu.
Przeciwko właścicielce prowadzone jest postępowanie sądowe. Zrobimy wszystko, żeby zabrać jej kota, który pozostaje pod opieką tej "osoby".

_______________________________________________________________


DREDZIK / MORUS
historia jak z bajki




Historia dredzika zaczyna się tak:
"DREDZIK to prawie pudel. Prawie, bo ze sterty kołtunów widać tylko zamglone oczy i czarny, wilgotny nosek. Dredzik rozumie proste komendy , umie usiąść i zrobić "słupek". Przychodzi na wołanie.
Dredzik był czyjś. Kiedyś.
Teraz siedział w schronisku bez nadziei na lepszy los. 10-letni stary i nikomu nie potrzebny pies. Jego szansa na znalezienie nowego domu malała z dnia na dzień. Smutny i opuszczony przez kogoś, kogo kochał. Dredzik nie jadł, bo tęsknił. Nie prosił o zabranie, bo czekał na swojego pana. Upływały kolejne dni i lata a Dredzik stawał się coraz smutniejszy i bardziej apatyczny. Nikt nie zabierał go na spacery - jego światem stało się parę metrów schroniskowego boksu. Dredzik z dnia na dzień znikał, rozpływał się i zamazywał. Cichutko, z boku, w schroniskowej budzie. W schronisku spędził kilka lat.
Został przez nas zabrany i umieszczony w domu tymczasowym. Okazało się, że to psi szkielet - jest szerokości segregatora. Waży 3 kg, jest skrajnie niedożywiony. Ma pchły, biegunkę, koszmarny kamień na zębach i skołtunioną sierść. Tyle widać przy pierwszym kontakcie. Jutro zabieramy go do lekarza, żeby zrobić mu badania krwi i określić dalsze postępowanie. Ale najpierw musimy uregulować długi..."

A kończy się tak:



Dredzik znalazł dom. A właściwie dom znalazł Dredzika. Od czasu ucieczki psa jego Pani codziennie szukała w internecie informacji o psach znalezionych i szukających domu. Regularnie oklejała wszystkie słupy informacjami o Dredziku, chodziła po lecznicach i wieszała ogłoszenia. Nikt z rodziny i znajomych nie wierzył, że pies może się odnaleźć po tak długim czasie. Posłanie Dredzika zostało wyniesione do piwnicy. Ale Pani nie wierzyła, że już nie spotka swojego ulubieńca. Nie poddawała się i wygrała. A właściwie wygrali oboje - ona i Morus ( bo tak na prawdę nazywa się Dredzik ). Jak bardzo Pani musiała kochać swojego małego przyjaciela, że rozpoznała go na zdjęciach? W dniu ucieczki wyglądał tak, jak jego koleżanka, która razem ze szczęśliwą rodziną pojawiła się, żeby odebrać Morusa. Bez wątpienia zadbany, wystrzyżony Morus spodobał się komuś na ulicy. Kiedy jednak okazało się, że pies choruje a jego utrzymanie wymaga czasu i pieniędzy został wyrzucony. Ktoś zabrał go kilkanaście kilometrów od domu i tam porzucił, dlatego pies trafił do schroniska w Cieszynie. Pani Morusa regularnie sprawdzała w schronisku w Jastrzębiu ale do głowy jej nie przyszło, żeby szukać tak daleko.
Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, Morus został poinstruowany, że na spacerze nie zostanie już spuszczony ze smyczy i cała rodzina w komplecie pojechała do domu.
Oby wszystkie schroniskowe historie miały takie zakończenie!

_______________________________________________________________


BARY




BARY-ma wszystko oprócz zdrowia
Oto, co o nim piszą jego opiekunowie: "chciałbym przedstawić Państwu członka naszej rodziny berneńskiego psa pasterskiego o imieniu Bary. Ma prawie półtora roku. To kochany piesek, o bardzo przyjacielskim usposobieniu i żywiołowym temperamencie. Niestety kilka miesięcy temu zaczęły się problemy z jego zdrowiem. Lekarze z kliniki Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu wykryli u niego anatomiczny przerost jednej z chrząstek jego krtani. Wada ta uniemożliwiła mu normalne funkcjonowanie. Wystarczyła krótka nieobecność któregoś z domowników, żeby w wyniku podniecenia tracił oddech i zaczynał się dusić. Zaczęła się walka o jego życie. Lekarze powiedzieli wprost, że jest to przypadek bardzo nietypowy, zdarzający się raz na 20 lat. Dwa tygodnie temu wykonano ryzykowną operacje otwarcia krtani i usunięcia części chrząstki. Zabieg zakończył się sukcesem, jednakże obrzęk uniemożliwia mu oddychanie w normalny sposób. Do czasu zaniknięcia obrzęku oddycha przez rurkę tracheostomijną. Bary był pod narkozą nieprzerwanie przez 25 godzin. Doświadczyliśmy wielu różnych komplikacji, takich jak gorączki sięgające 42 stopni. Dzisiaj czuje się lepiej. Choć z obcym ciałem w tchawicy, cieszy się z nami i częściowo odzyskał siły witalne. Niestety problemy się jeszcze nie skończyły. Badanie endoskopowe wykazało, że w miejscu wyciętej chrząstki, z niewiadomych przyczyn, nadbudowała się w bardzo szybkim czasie tkanka do stanu takiego, jak sprzed operacji. Lekarze nie potrafią określić, dlaczego tak się stało i co dalej z tym robić. Czekamy na wyniki badania histopatologicznego i dalsze decyzje. Nie poddajemy się. Walczymy dalej."



Dotychczasowe leczenie Barego przerosło możliwości finansowe opiekunów. Zwrócili się z prośbą o pomoc. Otaczają Barego miłością, na jaką zasługuje, a Bary bardzo chce żyć.

_______________________________________________________________


SUZI




SUZI - maleńka spanielka porzucona przez opiekunów.
Jej pani trafiła do szpitala. Rodzina szybko pozbyła się problemów i przyprowadziła starego psa do schroniska. Okazało się, że suczka ma nowotwór listwy mlecznej oraz infekcję oczu. SUZI ma ok. 10 lat. Jest chodzącą łagodnością. Bardzo stara się "zasłużyć" na miłość. Pewnie nie rozumie, dlaczego zabrali ją z domu. Pewnie tęskni za swoją Panią. Pewnie Pani tęskni za nią - śmiertelnie chora starsza osoba, dla której suczka była całym światem jest przekonana, że rodzina troskliwie opiekuje się Suzi. Niestety, po raz kolejny kolejna rodzina "troskliwie" zaopiekowała się mieszkaniem"po babci", pozostawiając starego psa w schronisku. Bo z mieszkania można mieć pożytek. A z psa nie. Więc najlepiej oddać i pozbyć się problemu. SUZI siedziała w schronisku w szczeniakarni. Maleńka, chudziutka. przerażona. Machała z nadzieją swoim maleńkim ogonkiem do każdego przechodzącego. Ale ze szczeniakarni bierze się małe, śliczne szczeniaczki. Nikt nie patrzy na starego, schorowanego psa.... Suzi trafiła do nas. Natychmiast wylądowała w lecznicy na operacji. Wyniki krwi pokazały, że ma anemię, ale ogólnie jest w dobrej formie. Do tego konieczne okazało się usunięcie kamienia nazębnego, gdyż każde dotknięcie mordki i jedzenie powodowało ból. Suzi okazała się mądrą, bardzo grzeczną i łagodną sunią. Jest zawsze pogodna i zadowolona. Bardzo stara się nie przeszkadzać. Świetnie dogaduje się z innymi zwierzętami (psami, kotami). To typowo "kanapowy" pies.

_______________________________________________________________


HERA




HERA to kilkuletnia suczka. Miała kiedyś dom i to dom, który o nią dbał! Prawdopodobnie jest wysterylizowana, uwielbia jeździć samochodem, świetnie aportuje, zachowuje czystość, potrafi dogadać się z dziećmi. Z psami niestety gorzej - została dotkliwie pogryziona przez owczarkowatego psa. Do dzisiaj na widok takich psów zaczyna szaleć i rzuca się na nie. W wyniku pogryzienia uszkodzona została małżowina uszna Hery. Krew razem z bakteriami spłynęła do ucha i zaczęła się
infekcja. Sprawę pogarszało drapanie ucha przez Herę - na zewnątrz się
zrastało, więc swędziało...



Na początku 2009r. Hera trafiła do schroniska w Jastrzębiu. Po pewnym czasie wolontariuszki zauważyły, że suczka bardzo trzepie głową. Do czerwca trwały schroniskowe próby jej leczenia oraz "narady", co z nią zrobić. W wyniku nieregularnego podawania leków bakterie w uchu uodporniły się i leczenie szybko przestało przynosić skutek. W połowie roku oszalały z bólu pies został zabrany ze schroniska i rozpoczęło się leczenie. Diagnoza na podstawie wymazu - cztery szczepy bakterii, do tego grzybica. W tym zestawie najgorsze świństwo - pałeczka ropy błękitnej. Coś, co nawet u ludzi może ciągnąć się latami.Pierwsza wizyta w lecznicy - suczka nie pozwala się dotknąć, konieczna okazuje się premedykacja. Kilka zastrzyków, tabletki i krople. Znieczulenie mija, a Herze trzeba podać leki. Jak jej wytłumaczyć, że to dla jej dobra nieznani ludzie wkładają jej kaganiec, związują łapy i trzymają bez ruchu. Pierwszy miesiąc to była codzienna walka. Po takim wstępie Hera powinna znienawidzić ludzi. Na szczęście okazało się, że to wspaniała suka i ani myśli obrażać się. Ból zaczął stopniowo się zmniejszać a Hera odzyskiwała dobry humor. Wszystko szło w dobrym kierunku, w pewnym momencie okazało się, że z tych czterech bakterii została tylko pałeczka ropy. Wydawało się, że sprawa załatwiona i suczka jest zdrowa. Niestety. Nagły wyciek z ucha ropy z krwią w nieprawdopodobnej ilości przekonał nas, że pomóc może tylko zabieg chirurgiczny. Hera dzielnie przeszła operację otwarcia i oczyszczenia kanału słuchowego. Do dzisiaj kanał jest częściowo odsłonięty, żeby ropa mogła swobodnie wypływać. To, co wycieka z kanału słuchowego powoduje otwarte rany wewnętrznej strony małżowiny i tworzą się krwawiące rany. Następne dni to pies na środkach przeciwbólowych, apatyczny i piszczący z bólu po każdym dotknięciu prawej strony głowy. Już nawet mordka ją bolała... W połowie listopada zdecydowaliśmy, że ze względu na lekooporność bakterii spróbujemy ostatniej, niepewnej metody, jaką jest autoszczepionka. Pobrany wymaz został wysłany do laboratorium w Niemczech ( okazało się, że usługa jest tańsza w stosunku do tej oferowanej w kraju o 150,00 zł !). Ponieważ do czasu uzyskania autoszczepionki Hera nie mogła być niczym leczona, podawaliśmy jej tylko w dalszym ciągu środki przeciwbólowe.W grudniu przyszły wyniki.Okazało się, że jest dla Hery jeszcze jedna szansa - antybiotyk o nazwie imipenem, który w formie leku nazywa się Tienam. W Polsce stosuje się go w leczeniu wewnątrzszpitalnym i podaje w postaci wlewów dożylnych co 8 godzin. Niestety, cena 10 dawek dla Hery wynosi 984,60 zł... Dzięki pomocy wielu osób z całego kraju zebraliśmy niezbędną kwotę i kupiliśmy dla Herci jedno opakowanie. Lek okazał się strzałem w dziesiątkę - już po 3 dniach wyciek zmniejszył się do minimum a Hera pozwala dotykać głowy, co więcej - upomina się wreszcie o głaskanie!!! W małżowinie tworzy się ziarnina! Ponieważ kuracja w tym przypadku powinna trwać min. 14 dni musimy szybko zdobyć środki na następne opakowanie! Do tego okazało się, że Hercia ma na brzuchu dwa guzy, więc po wyleczeniu ucha i uzyskaniu wymaganej, osłabionej lekami odporność, i Hercia będzie musiała przejść kolejny zabieg ich wycięcia :-( Cena zabiegu to ok. 350,00 zł ( badanie USG, żeby wykluczyć lub potwierdzić sterylizację, wycięcie guzów i badanie histopatologiczne).Mamy nadzieję, że dzięki pomocy darczyńców wszystko zakończy się szczęśliwie i zdrowa Hera już niedługo będzie mieszkać w nowym domku. Hera jest niezwykle cierpliwym psem. Podczas kroplówki już za drugim razem nauczyła się, że pies ma leżeć na boku z wyprostowaną łapą. Jak do niej wchodzę co 8 godzin z butelką, to ona grzecznie przyjmuje wymaganą pozycję, a po podłączeniu kroplówki zasypia :-) Czyszczenie zmacerowanej małżowiny to najpierw ucieczka Herci, potem odsuwanie łapą ręki, a jak już nic nie pomaga to Hercia delikatnie bierze moją rękę zębami i odsuwa. Żadnej agresji wobec człowieka! Jak ktoś przychodzi, to Hera grzecznie leży i obserwuje i dopiero po pewnym czasie idzie się przywitać. Żadnych szaleństw i przepychania się z psem w drzwiach, żadnego skakania po ludziach. W domu ma swoją zabawkę, którą przynosi nam do zabawy - jej hobby to aportowanie ;-) Ponieważ Hera nie jest zbyt łakoma i smakołykami trudno ją przekupić - najlepszą dla niej nagrodą jest zabawa. Na spacerkach potrafi przez godzinę przynosić patyki i kamienie, które z wdziękiem spuszcza nam na nogi. Jest jedna rzecz, której Hera się boi - podniesionej ręki. Momentalnie kładzie się wtedy płasko na ziemi. Zachowanie wypracowane przez jej poprzedniego właściciela ( nie zastanawiam się nawet, jakimi metodami...) pozwala na skuteczne uspokojenie Hery w chwili, gdy postanawia zaatakować jakiegoś psa. W domu Hera jest psem zupełnie niekłopotliwym - grzecznie leży na swoim kocyku i nie plącze się pod nogami. Uwielbia jazdę samochodem. Nie niszczy, nie demoluje, nie szczeka - może zostawać sama w domu. No i nie jest stara - ma ok. 4-5 lat, więc jeszcze wiele lat przed nią!



_______________________________________________________________


PATER




Mały szczeniaczek idealny do wyrzucania z auta i przejeżdżania po nim samochodami.

Cześć, mam na imię Pater, mam pół roku. Zobacz, jaki jestem kochany. Jestem taki mały, że można mnie bez problemu wyrzucić z jadącego auta. Jestem tak miły, że spokojnie dam po sobie przejechać drugiemu kierowcy, tak bardzo kocham ludzi, że nawet jak stało się to straszne, tam, gdzie mnie zabrali i gdzie myślałem, że umieram, nawet tam lizałem ludzi po rękach. Zobacz, uśmiecham się do Ciebie, Ja żyję ! Choć miałem nie żyć. Ja czuję strach, ból i RADOŚĆ - choć moi właściciele o tym nie wiedzieli. Cieszę się każdą chwilą, każdym nowym dniem, bo mogło mnie już nie być. Cieszę się, że jestem zdrowy.

Pater po zabiegu:
1) Pęcherz był pęknięty w kilku miejscach - mocz wyciekał do jamy brzusznej
2) Nerka jedna stłuczona
3)Pęcherz częściowo martwica
4) Inne różne pęknięcia narządów.

Mój poprzedni właścicielu, jeśli chciałeś się mnie pozbyć mogłeś mnie oddać do schroniska a nie wyrzucać i skazywać na tragiczną śmierć. Jak widać jestem silniejszy niż sobie myślisz, pewnie nawet nie wiesz, że żyję, pewnie sobie myślisz "zdechł, pozbyliśmy się go" A ja żyję, TAK i bardzo się cieszę, bo nie zasłużyłem na śmierć.
Piesek potrzebuje ludzi, którzy pokażą mu, że ludzie nie są brutalni, takich ludzi, którzy go po prostu pokochają, bezgranicznie, dożywotnio !

Filmik z Paterem:
- PATER 1
- Pater 2

_______________________________________________________________


TOFIK




Historia Tofika jest bardzo ciekawa i smutna zarazem, a napisało ją niestety samo życie.,Tofik miał swojego Pana i swoją Panią, został przez nich przygarnięty z ulicy. Sympatyczny Pan o lasce po wylewie i po operacji, który codziennie robił
długie spacery z pieskiem. Trzy tygodnie temu Pani Tofika opiekująca się również swoim bardzo chorym mężem trafiła do szpitala, niestety okazało się, że jej życie niedługo dobiegnie końca - nowotwór złośliwy:( Piesek zniknął:( a starszy Pan poinformował mnie, że psiak trafił do rodziny bo on sobie z nim sam nie poradzi. Jak się okazało piesek trafił do znajomego lub do członka rodziny, który się psa chce pozbyć, znajomy przekazał go znajomej a znajoma nam. Ale jak to się mówi w przyrodzie nic nie ginie. A na pewno nie zginie i Tofik:)Niestety tragiczna historia odebrała Tofikowi ukochaną rodzine;( Ale Tofik był przyjacielem staruszków do końca. Tofik to bardzo grzeczny psiak. Pięknie i spokojnie chodzi na smyczy. Piesek znalazł swoich nowych opiekunów, których kocha tak samo jak swoich pierwszych właścicieli

_______________________________________________________________


JEŻYK




Maleńki Jeżyk bardzo cierpiał z bólu, każdy krok to dla niego gehenna, gdyby nie fakt, że łańcuch, który go więził urwał się, zapewne tej zimy piesek by już nie przeżył, na pewno nie znalazł by miejsca przy kominku, obok pięknie ubranej choinki. Ten piesek jak co dzień pilnował by posesji, tak by jego ukochani opiekunowie mogli spokojnie spać.Była właścicielka nie była zainteresowana odbiorem psa. Piesek nie miał w życiu szczęścia, jako szczeniak został przygarnięty przez ludzi, lecz po paru miesiącach swego życia został przywiązany do marnej budy i tak spędził całe swoje dotychczasowe życie. Z dala od ludzi, od ich rąk, które głaszczą i ciepłego głosu mówiącego; - "dobry piesek", o miłości, nawet nie śmiał marzyć. Teraz jest pieskim w podeszłym wieku, ma problemy z chodzeniem, lekarz stwierdził stary uraz, miednicy i bioder-który nie był leczony i stabilizowany. Prostata przerośnięta i wyczuwalna cysta. Jeżyka czeka konieczny zabieg. Ma też słabe serce.. Jest bardzo zaniedbany, niedożywiony, zarobaczony i zapchlony. Zgubił kilka zębów, ale to wszystko nie przeszkadza mu nadal cieszyć się życiem i mieć nadzieję na czyjąś miłość już do końca swych dni.Jeżyk jest bardzo spokojnym i ułożonym pieskim, lgnie do ludzi, potrzebuje miłości i kontaktu z człowiekiem, wspaniale dogaduje się z innymi zwierzętami.

Jednak historia jeżyka dobrze się zakończyła, jego gehenna dobiegła końca, znalazł kochających właścicieli: Jeżyk zdaniem nowych opiekunów jest bardzo mądry, pojętny i kochany. Ich miłość do Jeżyka rośnie z każdą chwilą i już go nie oddadzą, jest ich na zawsze ! - słowa jego opiekunów. Dziękujemy bardzo takim ludziom i mamy nadzieję, że będzie dużo więcej takich szczęśliwych zakończeń :)

Jeżyka można zobaczyć tutaj:

- Jeżyk

   Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
   Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

Nutaradysianka
09/07/2017
Witam, ponoć na tej stronie są zdjęcia z interwencji i Beaty Król z Świetklańca. Proszę o pomoc. Znajomej pies jest i tej Pani i wydaje mi się, że nie jest za fajnie. Pozdrawiam

agus848
11/06/2011
kocham zwierzaki sama im pomagam

olgapasek4
07/08/2011
zwierzki

olgapasek4
07/08/2011
Kocham zwierzki

Nadir
11/29/2010
AUKCJE CHARYTATYWNE można znaleźć na naszym profilu ALLEGRO, link w dziale 'Kontakt'

Nadir
11/29/2010
MIŁOŚNIKÓW ZWIERZĄT prosimy o dodanie do znajomych naszego profili N-K. Link w dziale 'Kontakt'

Nadir
11/28/2010
Stowarzyszenie NADIR - Pomagamy Zwierzętom !


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie